Skip to main content

Easy As It Is


Jeansy i biały t-shirt. Połączenie idealne, w którym nie da się źle wyglądać. Połączenie które każda z nas miała nieraz na sobie. Połączenie które przez wiele lat było przeze mnie uznawane jako zbyt nudne, by pokazywać je na blogu... Tak, tak - przez długi czas myślałam, że jeśli będę pokazywać Wam tego typu zestawy to stwierdzicie że są pospolite i mało odkrywcze. Ale przecież nikt nie powiedział, że każdym strojem trzeba "odkrywać modową Amerykę"! 

Moje myślenie na szczęście się zmieniło. Zamiast głowić się co by tu "niesamowitego" pokazać i przerzucać w tym celu masę ubrań z zapchanej szafy (jak to robiłam dawniej), postanowiłam przygotować stylizację z tym co zostało w mojej garderobie po "wielkim sprzątaniu". A zostały oczywiście białe t-shirty i jeansy. I właśnie dlatego to one odgrywają główną rolę w mojej dzisiejszej stylizacji. Mimo wszystko mam nadzieję, że nikt nie uzna jej za nudną :)

ENG: Could you believe that a few years ago I thought white tee and jeans combination is too boring for the blog? Silly me, right? Now I know that rather than showing you a very complicated outfit which you may like but you won't wear in your normal life, it's better to show something which makes you think "damn! she looks good in this, so maybe I'll try it on me". I know that I look good in white tee and jeans, because let's be honest - everybody does! So why not showing it to you guys?! Maybe you won't say "wow" but you gonna probably say "damn!" ;)
♥
Sylwia
 
fot. gootex ♥

top - Mango (podobny TUTAJ i TUTAJ/similar HERE & HERE)
jeans - Pull&Bear (podobne TUTAJ/similar HERE)
pasek/belt - Tally Weijl (podobny TUTAJ/similar HERE)
buty/shoes - Guess by Marciano (podobne TUTAJ/similar HERE)
okulary/glasses - Stradivarius (podobne TUTAJ i TUTAJ/similar HERE & HERE)

Comments

Popular posts from this blog

Watch Me

Od pewnego czasu zwracam baczną uwagę na jakość ubrań, które kupuję. Mimo że czasem nadal zdarza mi się popełniać modowe grzeszki, to jednak na własnej skórze (dosłownie!) przekonałam się że bluzka z poliestru nie może się równać z tą wykonaną z wiskozy czy jedwabiu (choć niestety dwie ostatnie bardziej się gniotą) , a nawet najgrubszy akrylowy sweter nie da tyle ciepełka co ten cieniutki z wełny.  Jakość a nie ilość to główna zasada tzw. slow fashion . Tyczy się ona nie tylko ubrań ale również wszelkiego rodzaju dodatków. I choć w tej kategorii mam wiele na sumieniu, to ostatnio w moje ręce (a właściwie na moją rękę) trafiła rzecz, która sprowadziła mnie na dobre tory. Zegarek Daniel Wellington (bo to o nim mowa) zdecydowanie wpisuje się w ideę slow fashion . Ja wybrałam model Classic Sheffield - klasyczny z dość dużą (36mm średnicy) tarczą jak na zegarek damski. Dla mnie to ogromna zaleta tego modelu, bo nadaje całości to przysłowiowe coś . Jednak jest to tylko jedna z wielu p...

Always On Time

Kilka razy zdarzyło mi się pisać tutaj o "cudownej mocy akcesoriów" . O tym jak to nadają one charakteru całej stylizacji i stawiają przysłowiową kropkę nad i . Jeśli ktoś z Was nie był o tym jeszcze przekonany, to myślę że moje dzisiejsze zdjęcia udowodnią że jednak mówiłam prawdę. Dlaczego tak piszę? Bo nie wyobrażam sobie mojego dzisiejszego zestawu bez awiator'ów. Na szczęście nie mam tak dużej wady wzroku, aby musiała nosić okulary korekcyjne dlatego sięgnęłam po zerówki. Powiem szczerze że sama byłam pod wrażeniem jak bardzo ten szczegół odmienił cały mój wygląd. Cały strój zyskał dzięki nim odrobinę oldschoolowego uroku, a ja czułam się w nim świetnie (co wydaje mi się zostało uchwycone na zdjęciach) .  Oprócz okularów możecie dostrzec również jeszcze jeden dodatek - zegarek Daniel Wellington (na końcu posta znajdziecie kod zniżkowy na zegarki tej marki) . Gdy zobaczyłam model Classic Sheffield, wiedziałam że to propozycja idealna dla mnie. Klasyczny, minimalistyc...

Gettin' Hot In Here

No i dopadły nas tropikalne upały! W taką pogodę najlepszym ubiorem jest zdecydowanie kostium kąpielowy. Niestety taki strój dopuszczalny jest jedynie na plaży i nadmorskich kurortach, więc trzeba wymyślić jakąś alternatywę by przetrwać wysokie temperatury w miejskiej dżungli. Moim zdaniem nie ma na to lepszych metod niż ograniczenie ubrań do niezbędnego minimum (na golasa nie można latać!) oraz powiedzenie pa pa wszystkim syntetycznym materiałom i postawieniu na te naturalne.  W myśl tych zasad zdecydowałam się na prosty zestaw złożony z białego lnianego topu (strzał w 10!) , jeansowej spódniczki i espadryli. Żadnych marynarek, obwieszania się biżuteria (choć w sumie tego to nigdy nie robię) czy warstwowego ubioru (warstwy są fajne o ile nie powodują że ciekną z ciebie hektolitry potu) . Na szyję założyłam wariację na temat chokera czyli kawałek białego sznurka ;) Mimo że na dworze było 37 stopni (!!!) udało mi się jakoś przetrwać, a nawet bym powiedziała że nie odczuwałam tak b...