Skip to main content

I Can Handle You

Jedna z najsłynniejszych stylistek Hollywood – Rachel Zoe powiedziała kiedyś, że „każda kobieta powinna mieć coś w panterkę, jednak nie każda kobieta będzie nosić panterkę. Musisz mieć odwagę by ją nosić”. Powiem szczerze, że nigdy nie uważałam siebie za zbyt odważną osobę (szczególnie jeśli chodzi o kwestię pająków i wysokości), więc gdy zdałam sobie sprawę z tego że Rachel ma rację, byłam mile sobą zaskoczona. Wzór ten, będący dla wielu synonimem kiczu, bardzo przyciąga spojrzenia, więc trzeba posiadać pewne pokłady pewności siebie by się w nim publicznie pokazywać. Dodatkowo odpychać od niego może fakt, iż nie należy on również do „najłatwiejszych w użyciu”. Jeśli chodzi o mnie zwykle łączę ten wzór z klasycznymi rzeczami w stonowanych kolorach. Tak było i w tym przypadku, jednak nie podeszłam do tematu zbyt serio i postanowiłam zaszaleć z akcesoriami. Nie chodziło mi jednak o ich ilość, ale o formę. Pasek w tym samym wzorze co futro oraz czapka z uszami stanowiły idealne rozwiązanie.
PS.  Wybaczcie długą przerwę w blogowaniu, ale niestety kiepska pogoda i równie kiepskie zdrowie wstrzymały zdjęcia. Mam nadzieję, że to już się nie powtórzy.

ENG: Rachel Zoe said "I think every woman should have leopard, but not every woman will wear leopard. You have to have courage to wear leopard." I must admit that I never consider myself a person who has a lot of courage, but when I realized that Rachel is right I was kinda proud of myself. This pattern is not easy to wear and many times leopard clothes look cheap, but when you wear it right - the effect is phenomenal.
This time I decided to not take it too serious and I added a funny beanie with cat's ears. Hope you guys like it!
Sylwia

 fot. gootex

sztuczne futro/fake fur - House
sweter/sweater - New Look
czapka/beanie, jeans - H&M
buty/boots - Tommy Hilfiger Denim via Schaffashoes (podobne TUTAJ/ similar HERE)
rękawiczki/mittens - no name

Comments

Popular posts from this blog

Watch Me

Od pewnego czasu zwracam baczną uwagę na jakość ubrań, które kupuję. Mimo że czasem nadal zdarza mi się popełniać modowe grzeszki, to jednak na własnej skórze (dosłownie!) przekonałam się że bluzka z poliestru nie może się równać z tą wykonaną z wiskozy czy jedwabiu (choć niestety dwie ostatnie bardziej się gniotą) , a nawet najgrubszy akrylowy sweter nie da tyle ciepełka co ten cieniutki z wełny.  Jakość a nie ilość to główna zasada tzw. slow fashion . Tyczy się ona nie tylko ubrań ale również wszelkiego rodzaju dodatków. I choć w tej kategorii mam wiele na sumieniu, to ostatnio w moje ręce (a właściwie na moją rękę) trafiła rzecz, która sprowadziła mnie na dobre tory. Zegarek Daniel Wellington (bo to o nim mowa) zdecydowanie wpisuje się w ideę slow fashion . Ja wybrałam model Classic Sheffield - klasyczny z dość dużą (36mm średnicy) tarczą jak na zegarek damski. Dla mnie to ogromna zaleta tego modelu, bo nadaje całości to przysłowiowe coś . Jednak jest to tylko jedna z wielu p...

Always On Time

Kilka razy zdarzyło mi się pisać tutaj o "cudownej mocy akcesoriów" . O tym jak to nadają one charakteru całej stylizacji i stawiają przysłowiową kropkę nad i . Jeśli ktoś z Was nie był o tym jeszcze przekonany, to myślę że moje dzisiejsze zdjęcia udowodnią że jednak mówiłam prawdę. Dlaczego tak piszę? Bo nie wyobrażam sobie mojego dzisiejszego zestawu bez awiator'ów. Na szczęście nie mam tak dużej wady wzroku, aby musiała nosić okulary korekcyjne dlatego sięgnęłam po zerówki. Powiem szczerze że sama byłam pod wrażeniem jak bardzo ten szczegół odmienił cały mój wygląd. Cały strój zyskał dzięki nim odrobinę oldschoolowego uroku, a ja czułam się w nim świetnie (co wydaje mi się zostało uchwycone na zdjęciach) .  Oprócz okularów możecie dostrzec również jeszcze jeden dodatek - zegarek Daniel Wellington (na końcu posta znajdziecie kod zniżkowy na zegarki tej marki) . Gdy zobaczyłam model Classic Sheffield, wiedziałam że to propozycja idealna dla mnie. Klasyczny, minimalistyc...

Gettin' Hot In Here

No i dopadły nas tropikalne upały! W taką pogodę najlepszym ubiorem jest zdecydowanie kostium kąpielowy. Niestety taki strój dopuszczalny jest jedynie na plaży i nadmorskich kurortach, więc trzeba wymyślić jakąś alternatywę by przetrwać wysokie temperatury w miejskiej dżungli. Moim zdaniem nie ma na to lepszych metod niż ograniczenie ubrań do niezbędnego minimum (na golasa nie można latać!) oraz powiedzenie pa pa wszystkim syntetycznym materiałom i postawieniu na te naturalne.  W myśl tych zasad zdecydowałam się na prosty zestaw złożony z białego lnianego topu (strzał w 10!) , jeansowej spódniczki i espadryli. Żadnych marynarek, obwieszania się biżuteria (choć w sumie tego to nigdy nie robię) czy warstwowego ubioru (warstwy są fajne o ile nie powodują że ciekną z ciebie hektolitry potu) . Na szyję założyłam wariację na temat chokera czyli kawałek białego sznurka ;) Mimo że na dworze było 37 stopni (!!!) udało mi się jakoś przetrwać, a nawet bym powiedziała że nie odczuwałam tak b...