Skip to main content

That Thing

"Futrzany" kołnierz/szal był na mojej liście do kupienia przez dłuższy czas. Ostatnio w sklepach udało mi się znaleźć kilka fajnych propozycji i po krótkiej analizie stosunku ceny do jakości zdecydowałam się na zakup tego, który widzicie na dzisiejszych zdjęciach. W pamięci mam jednak jeszcze kilka innych (mężu nie czytaj tego!), na które mam zamiar zaczaić się podczas wyprzedaży. 
Dlaczego moim zdaniem warto postawić na taki dodatek? Po pierwsze w akcesoria zawsze warto się zaopatrzyć, bo często to one stawiają kropkę nad "i" w całej stylizacji lub też mogą nadać waszemu strojowi całkiem inny charakter. Jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach. Po drugie taki szal możecie nosić na kilka sposobów: symetrycznie lub niesymetrycznie wokół szyi, przerzucony przez jedno ramię albo zawieszony na przedramionach niczym aktorki z dawnych lat. Jedna rzecz, a tyle opcji - to lubię. Po trzecie jeśli kochacie wszelakie futrzaki tak mocno jak ja, to jestem pewna że nie przejdziecie obojętnie wobec takiego cacka które idealnie dopełni Waszą mechatą kolekcję ;)

ENG: Fur collar/scarf was on my must have list for a long time. Recently I found a few interesting pieces and I decided to buy this one from today's post (rest of them I'm gonna buy on sales). I love how this little thing can  change whole outfit and can be that thing  that makes my look complete. What do you thing about it?
Sylwia


fot. gootex ♥

top - sh, Tommy Hilfiger
kurtka/jacket - Cubus
futrzany kołnierz/ fur collar - Reserved (TUTAJ/HERE)
buty/shoes - Isabel Marant

Comments

Popular posts from this blog

Watch Me

Od pewnego czasu zwracam baczną uwagę na jakość ubrań, które kupuję. Mimo że czasem nadal zdarza mi się popełniać modowe grzeszki, to jednak na własnej skórze (dosłownie!) przekonałam się że bluzka z poliestru nie może się równać z tą wykonaną z wiskozy czy jedwabiu (choć niestety dwie ostatnie bardziej się gniotą) , a nawet najgrubszy akrylowy sweter nie da tyle ciepełka co ten cieniutki z wełny.  Jakość a nie ilość to główna zasada tzw. slow fashion . Tyczy się ona nie tylko ubrań ale również wszelkiego rodzaju dodatków. I choć w tej kategorii mam wiele na sumieniu, to ostatnio w moje ręce (a właściwie na moją rękę) trafiła rzecz, która sprowadziła mnie na dobre tory. Zegarek Daniel Wellington (bo to o nim mowa) zdecydowanie wpisuje się w ideę slow fashion . Ja wybrałam model Classic Sheffield - klasyczny z dość dużą (36mm średnicy) tarczą jak na zegarek damski. Dla mnie to ogromna zaleta tego modelu, bo nadaje całości to przysłowiowe coś . Jednak jest to tylko jedna z wielu p...

Always On Time

Kilka razy zdarzyło mi się pisać tutaj o "cudownej mocy akcesoriów" . O tym jak to nadają one charakteru całej stylizacji i stawiają przysłowiową kropkę nad i . Jeśli ktoś z Was nie był o tym jeszcze przekonany, to myślę że moje dzisiejsze zdjęcia udowodnią że jednak mówiłam prawdę. Dlaczego tak piszę? Bo nie wyobrażam sobie mojego dzisiejszego zestawu bez awiator'ów. Na szczęście nie mam tak dużej wady wzroku, aby musiała nosić okulary korekcyjne dlatego sięgnęłam po zerówki. Powiem szczerze że sama byłam pod wrażeniem jak bardzo ten szczegół odmienił cały mój wygląd. Cały strój zyskał dzięki nim odrobinę oldschoolowego uroku, a ja czułam się w nim świetnie (co wydaje mi się zostało uchwycone na zdjęciach) .  Oprócz okularów możecie dostrzec również jeszcze jeden dodatek - zegarek Daniel Wellington (na końcu posta znajdziecie kod zniżkowy na zegarki tej marki) . Gdy zobaczyłam model Classic Sheffield, wiedziałam że to propozycja idealna dla mnie. Klasyczny, minimalistyc...

Gettin' Hot In Here

No i dopadły nas tropikalne upały! W taką pogodę najlepszym ubiorem jest zdecydowanie kostium kąpielowy. Niestety taki strój dopuszczalny jest jedynie na plaży i nadmorskich kurortach, więc trzeba wymyślić jakąś alternatywę by przetrwać wysokie temperatury w miejskiej dżungli. Moim zdaniem nie ma na to lepszych metod niż ograniczenie ubrań do niezbędnego minimum (na golasa nie można latać!) oraz powiedzenie pa pa wszystkim syntetycznym materiałom i postawieniu na te naturalne.  W myśl tych zasad zdecydowałam się na prosty zestaw złożony z białego lnianego topu (strzał w 10!) , jeansowej spódniczki i espadryli. Żadnych marynarek, obwieszania się biżuteria (choć w sumie tego to nigdy nie robię) czy warstwowego ubioru (warstwy są fajne o ile nie powodują że ciekną z ciebie hektolitry potu) . Na szyję założyłam wariację na temat chokera czyli kawałek białego sznurka ;) Mimo że na dworze było 37 stopni (!!!) udało mi się jakoś przetrwać, a nawet bym powiedziała że nie odczuwałam tak b...