Skip to main content

Top Of My List

Wyprzedaże powoli zbliżają się ku końcowi. To właśnie teraz w sklepach (i tych stacjonarnych, i tych internetowych) czekają na nas największe zniżki. Niestety wiąże się z tym także mocno przebrany asortyment i duże braki w rozmiarówce. Mimo to jeśli jakieś ubrania/dodatki znajdują się od dłuższego czasu na Waszych listach must have lub też po prostu macie ochotę zaopatrzyć się w coś, co będzie modne również w kolejnym sezonie (i nie zrujnować przy tym Waszych portfeli), to właśnie teraz jest na to najlepszy moment.
Ja w tym roku postanowiłam wcześniej przemyśleć swoje zakupy na przecenach i zanim ruszyłam na łowy (tzn. zanim zasiadłam przed komputerem) postanowiłam zrobić listę rzeczy, których brakuje w mojej szafie (oczywiście moim zdaniem, bo mój mąż uważa że niczego tam nie brakuje). Na pierwszym miejscu znalazła się marynarka, a właściwie dwie marynarki - biała i czarna. Po przejrzeniu asortymentu wielu sklepów zdecydowałam się na zakupy w Mango, gdzie znalazłam obydwie interesujące mnie pozycje.
A Wy jak podeszłyście do zimowych wyprzedaży? Dałyście się ponieść szaleństwu czy podobnie jak ja postanowiłyście opanować emocje i zrobić racjonalne zakupy? Koniecznie dajcie znać jakie świetne rzeczy udało Wam się upolować! :)

ENG: During this winter sales I decided not to go with the flow, but do my shopping in a smart way. This time I made a list of things I need in my closet. First place on the list belonged to blazer... or two blazers if I have to be more specific ;) - black and white of course. I found both of them in Mango and felt in love. Now I want to share this love with you guys, so here I'm presenting you my sales goodies ;)
Sylwia

 
fot. gootex ♥

czarna marynarka/black blazer - Mango % (TUTAJ/HERE)
biała marynarka/white blazer - Mango % (TUTAJ/HERE)
spodnie/pants - Zara % (podobne TUTAJ i TUTAJ/similar HERE & HERE)

Comments

Popular posts from this blog

Watch Me

Od pewnego czasu zwracam baczną uwagę na jakość ubrań, które kupuję. Mimo że czasem nadal zdarza mi się popełniać modowe grzeszki, to jednak na własnej skórze (dosłownie!) przekonałam się że bluzka z poliestru nie może się równać z tą wykonaną z wiskozy czy jedwabiu (choć niestety dwie ostatnie bardziej się gniotą) , a nawet najgrubszy akrylowy sweter nie da tyle ciepełka co ten cieniutki z wełny.  Jakość a nie ilość to główna zasada tzw. slow fashion . Tyczy się ona nie tylko ubrań ale również wszelkiego rodzaju dodatków. I choć w tej kategorii mam wiele na sumieniu, to ostatnio w moje ręce (a właściwie na moją rękę) trafiła rzecz, która sprowadziła mnie na dobre tory. Zegarek Daniel Wellington (bo to o nim mowa) zdecydowanie wpisuje się w ideę slow fashion . Ja wybrałam model Classic Sheffield - klasyczny z dość dużą (36mm średnicy) tarczą jak na zegarek damski. Dla mnie to ogromna zaleta tego modelu, bo nadaje całości to przysłowiowe coś . Jednak jest to tylko jedna z wielu p...

Always On Time

Kilka razy zdarzyło mi się pisać tutaj o "cudownej mocy akcesoriów" . O tym jak to nadają one charakteru całej stylizacji i stawiają przysłowiową kropkę nad i . Jeśli ktoś z Was nie był o tym jeszcze przekonany, to myślę że moje dzisiejsze zdjęcia udowodnią że jednak mówiłam prawdę. Dlaczego tak piszę? Bo nie wyobrażam sobie mojego dzisiejszego zestawu bez awiator'ów. Na szczęście nie mam tak dużej wady wzroku, aby musiała nosić okulary korekcyjne dlatego sięgnęłam po zerówki. Powiem szczerze że sama byłam pod wrażeniem jak bardzo ten szczegół odmienił cały mój wygląd. Cały strój zyskał dzięki nim odrobinę oldschoolowego uroku, a ja czułam się w nim świetnie (co wydaje mi się zostało uchwycone na zdjęciach) .  Oprócz okularów możecie dostrzec również jeszcze jeden dodatek - zegarek Daniel Wellington (na końcu posta znajdziecie kod zniżkowy na zegarki tej marki) . Gdy zobaczyłam model Classic Sheffield, wiedziałam że to propozycja idealna dla mnie. Klasyczny, minimalistyc...

Gettin' Hot In Here

No i dopadły nas tropikalne upały! W taką pogodę najlepszym ubiorem jest zdecydowanie kostium kąpielowy. Niestety taki strój dopuszczalny jest jedynie na plaży i nadmorskich kurortach, więc trzeba wymyślić jakąś alternatywę by przetrwać wysokie temperatury w miejskiej dżungli. Moim zdaniem nie ma na to lepszych metod niż ograniczenie ubrań do niezbędnego minimum (na golasa nie można latać!) oraz powiedzenie pa pa wszystkim syntetycznym materiałom i postawieniu na te naturalne.  W myśl tych zasad zdecydowałam się na prosty zestaw złożony z białego lnianego topu (strzał w 10!) , jeansowej spódniczki i espadryli. Żadnych marynarek, obwieszania się biżuteria (choć w sumie tego to nigdy nie robię) czy warstwowego ubioru (warstwy są fajne o ile nie powodują że ciekną z ciebie hektolitry potu) . Na szyję założyłam wariację na temat chokera czyli kawałek białego sznurka ;) Mimo że na dworze było 37 stopni (!!!) udało mi się jakoś przetrwać, a nawet bym powiedziała że nie odczuwałam tak b...